Koniec demokracji ... i Konstytucji RP?

Email Drukuj PDF

Autor: GlobalnaSwiadomosc

Poniższy tekst jest skorzystaniem z mojego konstytucyjnego prawa do wyrażania prywatnej opinii i tylko w ten sposób powinien być traktowany. Moim zamiarem nie jest ocenianie, a tym bardziej obrażanie kogokolwiek, a tym bardziej wielce szanownego pana Premiera Tuska i jego zaufanych współpracowników. Jeśli ktokolwiek, jednak poczuje się poniższym tekstem urażony, lub skrzywdzony, z góry tą osobę przepraszam.

 

Czy polskie władze pełnią swoje obowiązki zgodnie z Konstytucją, jako przedstawiciele woli Narodu ?

Moim zdaniem tak się nie dzieje, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z ideą Demokracji ! Inaczej mówiąc, w Polsce pozostały jedynie pozory demokracji, za którymi kryje się totalitaryzm UE, oparty na służalczości polityków-karierowiczów, celowo nieprzejrzystym, acz wykonującym wolę władz systemie egzekwującym ich prawo oraz na armii cynicznych spin-doktorów.

Wiem, wielu tak twierdzi, ale co innego mówić, a co innego, konkretnie, punkt po punkcie to wykazywać.

 

Cytat z portalu SkutecznyAdwokat.pl (link):

Sąd Najwyższy stwierdził, iż "Obietnice wyborcze nie powodują skutków cywilnoprawnych. Nie są one bowiem zdarzeniami prawnymi w rozumieniu źródeł zobowiązania cywilnego. Bliżej uściślając zakres rozważań, należy stwierdzić, że głoszenie przez kandydata obietnic nie oznacza, że doszła do skutku czynność prawna. Istotnym elementem takiej czynności jest oświadczenie woli złożone w celu wywołania skutków w zakresie stosunków prawa cywilnego, w szczególności w celu powstania, zmiany lub ustania określonego stosunku. Tymczasem kandydat do wyboru na urząd, przyjmując dany program wyborczy i uszczegóławiając go w akcji agitacyjnej mniej lub bardziej konkretnymi obietnicami, nie wyraża woli nawiązania z wyborcą stosunku cywilnoprawnego, rodzącego określone zobowiązanie do spełnienia obiecanego świadczenia w razie wygrania wyborów (...) Przyjęcie odmiennego stanowiska prowadziłoby do powstania trudno wyobrażalnych konsekwencji w postaci warunków sprzyjających licznym procesom sądowym, angażujących po obydwu stronach uczestników kampanii wyborczych, na różnych szczeblach, także samorządowych, gdzie również w okresie wyborów popularyzowane są programy zawierające wiele obietnic skonkretyzowanych w proponowanych zadaniach."

 

Takie stanowisko zajął Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 1996.09.20 III CZP 72/96 (OSNC 1997/1/4).

W krótkich słowach: SN stwierdził, że nie można pociągać do odpowiedzialności prawnej polityków nie dotrzymujących swoich obietnic wyborczych, tylko dlatego, że było by zbyt dużo spraw sądowych i motywuje to brakiem jakiejś konkretnej umowy cywilno prawnej, która w warunkach agitacji wyborczej nie jest nigdy i nigdzie stosowana !!!

Nasz system demokratyczny opiera się na wybieraniu przedstawicieli społeczeństwa do władz RP, w tym do Sejmu i Senatu. W ten sposób, poprzez przedstawicieli społeczeństwa, powinna być realizowana, tylko i wyłącznie wola tegoż społeczeństwa. Wedle Konstytucji RP:

Rozdział I RZECZPOSPOLITA Art. 4.
"Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu" oraz "Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.".

Przy tym wszystkim trzeba nadmienić, że Konstytucja, jak i całe prawo powinno być jasne i zrozumiale dla obywatela, przy czym Konstytucja powinna być stosowana bezpośrednio, czyli bez żadnych interpretacji:

Rozdział I RZECZPOSPOLITA Art. 8.
“Konstytucji RP: " Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej” oraz “Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.”

Wróćmy zatem do ww. Art. 4 Konstytucji. Wedle tego zapisu, to my NARÓD sprawujemy władzę, bezpośrednio lub poprzez naszych przedstawicieli, których wybieramy na podstawie ich obietnic wyborczych. Jeśli nasz przedstawiciel sprzeniewierzy się swoim, przez nas zaakceptowanym obietnicom, to powinien on utracić swoje podstawy do pełnienia mandatu naszego przedstawiciela. A jednak tak się nie dzieje, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z  Art. 4 Konstytucji...

Wybory do Sejmu i Senatu nie są działalnością cywilno-prawną lecz aktem wykonywania konstytucyjnego prawa do ustanawiania przedstawicieli. W takiej sytuacji nie ma tam zatem miejsca dla umów cywilno-prawnych. Przedstawiciel / reprezentant osoby prawnej, lub cywilnej, nie wykonujący woli tejże osoby, nie wypełnia kryteriów reprezentowania tej osoby. To chyba powinno być jasne dla każdego, a jednak jak widać nie jest.

Co to oznacza w praktyce ?

SN zagwarantował prawnie, lecz wbrew Art. 4 Konstytucji, że polityk może czynić powinności przedstawiciela grupy społeczeństwa, która go obrała, nawet wtedy, kiedy jego poczynania nie są zgodne z wolą tej grupy (z obietnicami dzięki którym go wybrano), czyniąc go de facto bezkarnym względem wyborców, ponieważ uznał, że nie można go z jego poczynań w żaden sposób prawnie rozliczać.

Dzięki takiemu orzeczeniu, SN zatwierdził niechlubną i niebezpieczną dla nas wszystkich zasadę, iż w wyborach można stosować wszelkie metody, łącznie z kłamstwem i podstępem, aby zostać wybranym i rządzić. Jest to precedens, w jaskrawy sposób łamiący demokratyczne (uczciwe) zasady sprawowania rządów przez przedstawicieli społeczeństwa. Inaczej mówiąc jest to koniec Demokracji i koniec Konstytucji, w ich jasnym i uczciwym rozumieniu. Precedens, który w niezauważony przez większość z nas sposób, zmienił oblicze polskiej polityki, już prawie 16 lat temu.

Polska, już od lat nie jest krajem demokratycznym, utrzymując tylko pozory demokracji, wyłącznie na potrzeby manipulacji społeczeństwem.

Dobitnym tego przykładem jest nowa reforma emerytalna. Sondaże wykazują jednoznacznie, iż ponad 72 % społeczeństwa nie zgadza się na jej wdrożenie, co jest równoznaczne z potrzebą

zdjęcie z: http://www.obnie.pl/

przeprowadzenia referendum, lub zaniechania wdrożenia reformy. Co w takiej sytuacji robi premier Tusk ? Odrzuca propozycje przeprowadzenia referendum i wdraża reformę mimo wszystko, zachowując przy tym pozór przeprowadzenia (mocno ograniczonych) konsultacji, szumnie określanymi jako społeczne.

"Z badania KalkulatoraPolitycznego.pl wynika, że przeciwko planom podwyższania wieku emerytalnego do 67 roku życia jest 72% ankietowanych posiadających dostęp do Internetu (w tym 55% „całkowicie przeciw”). Zaledwie 22% internautów stanowi ewentualną bazę wsparcia dla planowanej reformy..."  (link)

Już tylko powyższe, wystarczająco dobitnie świadczy o tym, że reforma emerytalna jest wdrażana wbrew woli społeczeństwa i tylko poprzez referendum premier Tusk mógłby udowodnić coś odwrotnego. To znowuż oznacza, że NARÓD nie ma już wpływu na władzę, więc nie sprawuje władzy, a władza nie jest już jego reprezentantem.

Mamy do wyboru: albo pogodzimy się z tym stanem rzeczy, albo też skorzystamy z zapisów Konstytucji i zaczniemy sprawować władzę bezpośrednio... chociażby domagając się naszych praw na ulicy i jak to niegdyś czynił Mahatma Gandhi - masowo, ostentacyjnie ignorując prawa, które jako społeczeństwo uważamy za niesprawiedliwe oraz ignorując tych co je bez naszego przyzwolenia ustanawiają.

Wybór należy do Was ! Brak naszego działania oznacza ciche przyzwolenie na dalsze działanie nie reprezentującej nas władzy.

 

 

 

zdjęcie z: http://eurybiades.salon24.pl/319066,donald-do-psychiatry

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcie z: http://www.demokracjabezposrednia.pl/frontpage?page=3

 

warto przeczytać:
http://minakowski.tek24.pl/1107,koniec-demokracji-przedstawicielskiej-przejmujemy-panstwo

Komentarze   

 
0 #1 elo 2012-11-16 16:22
ok trzeba zorganizować jakiś ruch społeczny i na ulice!!!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież