Kto i dlaczego boi się Iranu?

Email Drukuj PDF

Opinia światowa od bardzo dawna urabiana jest pod kątem zagrożenia jakie dla pokoju międzynarodowego stanowi Iran oraz jego rzekomy program nuklearny. Jednocześnie odwraca się uwagę od tego, że to właśnie USA, Izrael i ich poplecznicy są największym zagrożeniem dla świata, pokoju, gospodarki, suwerenności państw, itp. Nagonka medialna na Iran trwa już od lat. W kwietniu 2006 roku Gazeta Wyborcza pisała, że dziennik "Washington Post" oraz magazyn "New Yorker" podały, iż administracja Busha postrzega Ahmadineżada jak nowego Hitlera, który zmierza do rozpętania kolejnej wojny światowej, dlatego też Pentagon opracowuje plany nuklearnego ataku na Iran.

To było 6 lat temu. Od tej pory co chwilę pojawiały się nowe nagonki, nowe restrykcje i informacje mówiące jaki ten Iran jest zły i jak bardzo zagraża bezpieczeństwu. Jednak cały czas kończy się na nagonkach, na pomówieniach, restrykcjach gospodarczych, itp. Dlaczego? Dlaczego tak się cackają z Iranem i Ahmadineżadem? Z Irakiem w 2003 roku nie mieli takich skrupułów. Błyskawiczny atak i po 3 tygodniach kontrolowali większą część kraju obalając rząd tworzony przez partię Baas i Saddama Husajna. Rozpoczęli okupację, która formalnie zakończyła się w 2005 roku, lecz nieoficjalnie trwa po dziś dzień.

Podobnie Libia i operacja "Świt Odysei". Rzekoma obrona "demokracji". Najpierw zniszczono stanowiska obrony przeciwlotniczej, później przystąpiono do niszczenia sił Muammara Kadafiego zlokalizowanych w okolicach Trypolisu i Misraty. Rakiety i samoloty szybko załatwiły sprawę. Podobny scenariusz próbowano zrealizować w stosunku do Syrii. Tu jednak się przejechali.

Z Iranem zaś sprawa ma się zgoła inaczej. USA i ich poplecznicy przypominają watahę wygłodniałych hien, które otoczyły lwa. Wyją, podskakują, warczą, toczą pianę z wrednych pysków, lecz nie śmią podejść i ukąsić. Jedynie obskakują go z każdej strony, wzbijają kurz i ogólnie tworzą wielki harmider.  

Czy - zważywszy na wcześniejsze metody działania takie zachowanie nie jest conajmniej dziwne? Naprawdę "nie chcą krzywdzić" czy też... zwyczajnie robią w porty i stąd to niecodzienne zachowanie przypominające psa podchodzącego do jeża? Pikanterii dodaje zachowanie Iranu, a wręcz lekceważenie przeciwników oraz groźby, na jakie Iran sobie pozwala. Choćby wypowiedź Ministra Obrony Iranu Ahmada Vahidiego udzielona w wywiadzie dla agencji prasowej Fars:

"Islamska Republika Iranu ma wiele ukrytych zdolności, które są trzymane na czarną godzinę (...) Nie wyjawiliśmy jeszcze naszych pełnych możliwości (...) Teraz Amerykanie boją się każdego incydentu do jakiego może dojść w zatoce, a wiedzą, że mogliby nie podołać konfliktowi z Islamską Republiką Iranu (...) Ameryka doświadczy zupełnie nowego środowiska jeśli się zaangażuje."

Równie interesująca jest wypowiedź najwyższego irańskiego lidera Ajatollaha Ali Khamenei, który w pod koniec marca br w jednym z programów telewizyjnych zapowiedział, iż:

"Nie mamy broni atomowej i nie budujemy jej. Ale na wypadek ataku reżimu Syjonistów odpowiemy kontratakiem na tym samym poziomie"

O jakimże to "poziomie" wspominał Khamenei oraz co miał na myśli Vahidi mówiąc o "ukrytych zdolnościach"? I czego boją się Syjoniści? Wszak w skutek wieloletniego embarga gospodarczego ustanowionego po rewolucji islamskiej w 1979r. w tym na uzbrojenie i technologie zbrojeniowe, Iran, jak na amerykańskie standardy, nie dysponuje żadną nowoczesną bronią ani technologią, a jego przemysł zbrojeniowy jest praktycznie w powijakach. Największym ich sukcesem jest rakieta dalekiego zasięgu SHAHAB-3. Praktycznie wszystkie inne arabskie państwa są lepiej wyposażone od Teheranu.

SHAHAB-3

Chyba że...

Rosja dysponowała około 950 lokalizacjami, w których były przechowywane głowice jądrowe. Po rozpadzie Związku Radzieckiego część głowic "wsiąkła". W sumie Rosjanie nie potrafią doliczyć się, zależnie od szacunków od 40 do 120 bojowych ładunków jądrowych. Jedną z bardziej zuchwałych kradzieży było "zwinięcie" 28 głowic jądrowych z bazy w Komsomolcu. Gdzieś to się przecież podziało. Chyba nikt nie kradnie takich rzeczy w celach kolekcjonerskich kierowany sentymentem? Z dość niepewnych źródeł wynika, iż jednym z nabywców mógł być Iran. Przypominam, iż to wszystko dzieje się w latach '90 ubiegłego wieku, a więc od tych wydarzeń minęło troszkę czasu. Ale to nie wszystko.

Gdy partyzanci czeczeńscy zdobyli bazę jądrową Bamut, wśród zachodnich służb wywiadowczych, polityków i wojskowych zapanowała konsternacja, gdyż nie wiedziano o jej istnieniu. Natomiast rząd Niemiec poinformował, iż z danych ich wywiadu (BND) w latach 1994-1996 Iran kupił na Zakaukaziu od kilku do kilkunastu gotowych ładunków jądrowych, m.in. walizki atomowe. Informacje były opublikowane na łamach magazynu "Jane"s Intelligence Review", który jest uważany za najpoważniejszy periodyk poświęcony problemom wywiadu.

Ale to jeszcze nie wszystko. Rosja w okresie zimnej wojny opracowała bombę neutronową. Czysta, "ekologiczna" (niewielkie skażenie terenu) i... stanowi wyjątkowo skuteczny rodzaj bomby termojądrowej, pozbawionej ekranu odbijającego neutrony, w której energia powstaje w wyniku reakcji syntezy deuteru z trytem; siła jej wybuchu jest relatywnie niewielka, małe jest także skażenie promieniotwórcze terenu; czynnikiem rażącym jest promieniowanie przenikliwe - neutronowe (szybkie neutrony - stąd nazwa), przenikające przez materię (w tym opancerzenie), i niezwykle zabójcze dla żywych organizmów. Zarówno deuter jak i tryt Iran mógł pozyskać z wody morskiej.

Inna alternatywa to czerwona rtęć (rtęciowy tlenek antymonu RM 20/20, wzór chemiczny Sb2O7Hg2), w produkcji której specjalizowało się byłe ZSRR. Bomba atomowa oparta na tym związku jest niewielkich rozmiarów i o wadze 2-3 kilogramów. Gdyby nie rozpad Związku Radzieckiego i eskalacja grup przestępczych, świat zachodni pewnie do dziś nie wiedziałby o istnieniu tej substancji oraz bomb ją wykorzystujących.

Pod koniec 1993 roku świat obiegła niepokojąca wiadomość, iż  mafia rosyjska zaoferowała sprzedaż nieznanej dotychczas na zachodnim rynku tajemniczej substancji zwanej czerwoną rtęcią. 23 grudnia 1993 roku została zatrzymana grupka mołdawskich nacjonalistów próbująca wwieźć do Rumunii pewną ilość czystego uranu i coś, co według nich było właśnie czerwoną rtęcią.

Zachodnich fizyków nuklearnych ogarnął strach. Starali się ustalić, czy ta tajemnicza substancja rzeczywiście istnieje, a jeśli tak - to czym właściwie jest i do czego może służyć. W roku 1994 amerykański Departament Energii i Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej ogłosiły, że czerwona rtęć nie istnieje. Według nich miało to być jedynie kolejne oszustwo rosyjskiego syndykatu zbrodni.

Jednakże oficjalne stanowisko Zachodu nie wszystkich fizyków jądrowych przekonało. Niektórzy twierdzą, że oskarżenia o oszustwo mają na celu zatajenie niewygodniej prawdy. W czerwcu 1994 roku w czasopiśmie "International Defence Review" ukazała się relacja fizyka atomowego dr Franka Barnaby z anonimowym fizykiem rosyjskim, który twierdził, że czerwona rtęć jest ważnym składnikiem najnowocześniejszej rosyjskiej bomby atomowej.

Rtęciowy tlenek antymonu to żelowata maź o dużej konsystencji, która ma być wyjątkowo skutecznym katalizatorem umożliwiającym budowanie bomb neutronowych wielkości piłki do kosza z zastosowaniem niewielkiej ilości trytu (rosyjskie bomby walizkowe znajdujące się na wyposażeniu KGB).

Świat zachodni nadal uważa zarówno istnienie czerwonej rtęci oraz ten rodzaj bomby za mit, pomimo, iż w lutym 1992 r. prezydent Rosji Borys Jelcyn podpisał tajną dyrektywę nr 75-RPS, zezwalającą rosyjskiej firmie Promekologia na produkcję i sprzedaż (także za granicę) do 10 ton rocznie RM 20/20. Natomiast w 1993 r. rosyjski generał Niegin przyznał publicznie, że Rosja pracuje nad bronią jądrową o bardzo niskim poziomie promieniowania, w której podwojenie mocy wybuchu zostało osiągnięte przy stukrotnym zmniejszeniu wagi ładunku, w porównaniu do istniejących rodzajów tej broni. Określając jej bliższe parametry, inny specjalista rosyjski, Jewgienij Kerolew, dodał, że czerwona rtęć ma tak wielką siłę wybuchu, iż bomba wielkości granatu mogłaby zmieść okręt z powierzchni morza.

Na początku lat 90 na czarnym rynku cena kilograma RM 20/20 przekroczyła 400 tys. dolarów. Trudności w dotarciu do tajemniczej substancji powodowały liczne oszustwa, w których specjalizowała się rosyjska mafia. Po 11 września 2001 r. popyt na RM 20/20 i cena tej substancji gwałtownie wzrosły. 24 września 2004 r. brytyjska policja aresztowała cztery osoby podejrzane o próbę kupna "radioaktywnego materiału o wielkiej sile wybuchu, oryginalnie produkowanego w Rosji, znanego pod nazwą czerwona rtęć". Czwórka podejrzanych miała oferować 541 tys. dolarów za kilogram w imieniu Saudyjczyka (opisanego jako sympatyka fundamentalistów islamskich). Podejrzani o handel czerwoną rtęcią zostali też aresztowani we Włoszech.

W jednym z wywiadów wynalazca broni neutronowej opisuje właściwości tego niezwykłego materiału wybuchowego:

"Najbardziej przerażająca jest łatwość budowy bomby neutronowej z użyciem czerwonej rtęci. Ta substancja jest związkiem zawierającym rtęć poddaną napromieniowaniu. Kiedy wybucha, wytwarza wysoką temperaturę i ciśnienie - wystarczające do zdetonowania ładunku termojądrowego".

Anonimowy Rosyjski naukowiec podaje następującą recepturę pozwalającą na otrzymanie tej ciekawej substancji:

podgrzewać heksatlenek antymonu [Sb3O6, struktura podobna do tej z magnetytu (Fe3)4] z tlenkiem rtęci w temperaturze 500oC, w tlenie pod ciśnieniem 1 atm. Podgrzewanie musi trwać nieprzerwanie bez zmiany temperatury przez dwa dni. W wyniku tego procesu powstaje substancja zwana rtęciowym tlenkiem [Sb(OHg)5] antymonu(V). Rtęciowy tlenek antymonu rozpuścić w czystej rtęci używając równych ilości tych substancji. Następnie umieścić je w reaktorze atomowym. Poddawać napromieniowaniu przez około 20 dni, w temperaturze 500oC. Po upływie tego czasu pozostaje wiśniowoczerwona substancja o konsystencji podobnej do płynnego miodu. Pojemniki z tym płynem umieszcza się w bombach atomowych.

Tym samym Iran już może posiadać jedną z najpotężniejszych broni czyli neutronową lub podobną. I to właśnie może być powodem, że Syjonistyczne rządy bawią się w podchody, a przynajmniej w takim świetle ich zachowanie miałoby jakikolwiek sens.

Jak jest? Nie wiem - to tylko moje spekulacje. W każdym bądź razie jest coś na rzeczy, zwłaszcza, że USA, mimo przyznaniu w marcu br, iż Iran nie prowadzi prac nad bronią jądrową oraz diametralnej zmianie retoryki, nadal prowadzi relokację wojsk morskich, lądowych jak i powietrznych. Ustawia pionki na szachownicy....

Komentarze  

 
+3 #1 świadomy 2012-09-24 09:24
Iran nie potrzebuje broni jądrowej. Ponadto użycie jej ze strategicznego punktu widzenia jest nie tylko bezsensowne lecz i głupie. Mapa polityczna http://www.mapsofworld.com/israel/israel-political-map.html

Dlaczego więc syjonistyczne psy łańcuchowe jedynie ujadają niepokojąc świat? Od kilku lat wiadomo, że Iran dysponuje technologią kosmiczną, w tym jednostkami o napędzie grawitacyjnym opartymi na silnikach hydromagnetograwitacyjnych, tych samych, jakie były wykorzystywane w faszystowskich V-7 (technologia Vril). To właśnie ta technologia pomogła im przejąć RQ-170. Oni nie potrzebowali tego drona. Chodziło jedynie o demonstrację możliwości. To też powód dla którego irański generał Amir Ali Hadżizadeh w swojej wypowiedzi prasowej powiedział, iż Izrael zostanie zrównany z ziemią, jeśli będzie dalej ujadał jak wściekły pies.
Oni mają już dość tej wojennej retoryki. Zapowiadany powrót immama 12 nie jest fikcją. Oni wiedzą o flocie kosmicznej, która zmierza w kierunku Ziemi.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież