Chomik Furiatto

Czakry, kundalini, prana

Re: Czakry, kundalini, prana

NEW WORLD ORDER-PL
Facebook RSS

    Strona główna
    Fall of the republic- Alexa Jones’a BARACK OBAMA -WIELKIE OSZUSTWO
    11 WRZEŚNIA NIEWYGODNE FAKTY
    ANTYCHRYST-APOCALIPSY
    ANUNAKI -MANIPULACJA GENETYCZNA
    GENESIS TEATR BOGÓW
    HRABIA DE SAINT GERMAIN
    JAWNE CELE MASONERII
    Jerzy Waszyngton i Illuminati -autentyczny list.
    JEZUS ?
    Katastrofa i pogrzeb Prezydenta: seria niesamowitych przypadków !KATASTROFA SAMOLOTU TU-154 -96 OSÓB NIE ŻYJE!!!Nie żyją najważniejsze osoby w państwie – lista
    MAGIA I NIEWIEDZA
    MASONERIA -MASOŃSKA WIZJA ŚWIATA I CZŁOWIEKA
    Nikola Tesla – historia zapomnianego geniusza – Master of Lightning
    PRZEPOWIEDNIE NA 2012-TECHNOLOGY
    TAJEMNICA HIMALAJÓW-POCHODZENIE LUDZKOŚCI
    TAJEMNICA WIELKIEJ PIRAMIDY
    TEKSTY Z ATLANTYDY CZ.1
    ZAKON TEMPLARIUSZY
    ZAKŁAMANA HISTORIA & CZAKRAMY NA WAWELU
    ZNAKI I SYMBOLE MAGICZNE
    ZOHAR & DRZEWO ŻYCIA

ZAKŁAMANA HISTORIA & CZAKRAMY NA WAWELU






1 Votes

Zakłamana historia





  Czytając mity, podań i legend ludów starożytnych z wszelkich zakątków świata, poznając treść Biblii i zawartość pism świętych innych religii najpierw dochodzi, się do wniosku, że wszystko tu jest pomieszane, zagmatwane i zwyczajnie “niekomaptybilne”. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Im bardziej zagłębiamy się w ich treść wychodzą na jaw zadziwiające zbieżności, podobieństwa i schematy. Wyjaśnianie tego bogatą wyobraźnią ludów pierwotnych albo interpretowanie za pomocą religijnych dogmatów i wierzeń zwyczajnie nie wystarcza… Tamci “bogowie” nie byli wymysłem, a historia ludzkości jest zupełnie inna od tej prezentowanej nam przez oficjalną naukę.To co pozostawiły po sobie starożytne cywilizacje do dziś budzi podziw milionów ludzi na świecie, a także naukowców. Monumentalne budowle, wspaniała architektura, perfekcyjne wykonanie gwarantujące ich wielowiekowe istnienie… A jednak wciąż próbuje nam się wmówić, że te starożytne kultury były głupie, zacofane i prymitywne. Generalnie nie umiały wiele, nie wiele wiedziały, ale no, że jakiś tam faraon/władca zapragnął wznieść wielką budowlę to po zapędzeniu milionów robotników – chłopów powstała za pomocą prostych narzędzi… Coś tu śmierdzi. Puzzle nie pasujące do układanki.Dla zobrazowania tego idiotycznego podejścia podam kilka architekturalnych i matematycznych przykładów mówiących wiele o wiedzy i precyzji tych “prostych” budowniczych słynnej Piramidy Cheopsa. Otóż piramida ta stoi dokładnie na osi Północ – Południe, południk przebiegający przez piramidę dzieli kontynenty i oceany na dwie równe części, a sama ona leży w centrum masy lądu stałego Ziemi. Południk przechodzący przez jej środek tworzy z równoleżnikiem przechodzącym przez piramidę Mykerinosa z linią prostą łączącą te dwa punkty trójką pitagorejski. Jej waga wynosi 31200000, a stosunek długości jej boków do objętości odpowiada stosunkowi promienia do powierzchni koła… Jej kamienie zaś są jakby oszlifowane i tak ściśle do siebie przylegają nawet dziś, że trudno tak żyletkę wcisnąć… Gdyby dzisiaj chcieć zbudować piramidę Heopsa to trzeba byłoby około 50 lat pracy wszystkich narodów zjednoczonych, z użyciem najnowocześniejszej techniki, żeby postawić tę ogromną budowlę. Jeden z profesorów z instytutu w Miami, który przebadał skały piramid, odkrył, że są one odlane, są sztuczne, gdyż istnieją w nich pęcherzyki powietrza, odkrył w jednym z kamieni ludzki włos. I tak dalej i tak dalej, a to tylko część smaczków. Tak więc 2,600,000 bloków zostało wyciętych w kamieniołomach, oszlifowanych, przeniesionych i na miejscu budowy dopasowanych do siebie z dokładnością do milimetra, ułożonych zgodnie z wieloma proporcjami matematycznymi i odniesieniami astronomicznymi, a wszystko to zrobione zostało przez kilkaset tysięcy robotników-chłopów za pomocą lin, belek drzewa, prostych dźwigów….Coś tu naprawdę śmierdzi…A teraz z innego kontynentu. Majowie posiadali bardzo rozległą wiedzę astronomiczną i matematyczną, którą poznać możemy cząstkowo z zachowanego Kodeksu Drezdeńskiego (bo znajduje się w tym mieście) – źródło to jest jednym z niewielu ocalałych po niszczącej działalności hiszpańskich konkwistadorów. Kodeks ten zawiera wiele danych astronomicznych dotyczących Wenus! Z szeregu liczb i dat wynika, że Majom udało się wyliczyć długość roku wenusjańskiego, który wedle nich wynosił 583,92 dni. Liczbę tę zaokrąglili do 584 dni, lecz jej wielkość po przecinku regulowali co kilka dziesięcioleci – korygowali błąd. Dwie strony kodeksu Majowie poświęcili orbicie Marsa, cztery orbicie Jowisza oraz innym planetom naszego Układu Słonecznego oraz ich poszczególnym księżycom!To jeszcze nic. Majowie wyznaczyli okres obiegu Ziemi wokół Słońca z dokładnością do czwartego miejsca po przecinku – 365,2421 dni. Liczba ta jest znacznie dokładniejsza od liczby przyjętej przez Kalendarz Gregoriański tj. 365,2424, a dopiero komputerowo ustalono, że wynosi ona dokładnie 365,2422 dni! A pamiętajcie, że według oficjalnej wersji Majowie nie znali ani koła ani metalu, bo uznaje się ich za lud epoki kamiennej… hmmm…A najlepszym hitem jest to, że w takim oto mieście Majów zwanym Teotihuacan możemy na własne oczy zobaczyć największy na świecie model Układu Słonecznego, bowiem…całe one jest na nim rozplanowane! Ku zdumieniu naukowców Teotihuacan okazało się “kosmicznym modelem” schematem naszego układu planetarnego – wszystkie budynki są rozmieszczone w tak proporcjonalny sposób, jak planety są ułożone względem centrum – Słońca, łącznie z Plutonem, o którym lud ten nie powinien mieć żadnego pojęcia!!!Mało Wam jeszcze tajemnic i dziwnych faktów z naszej rzekomo wyjaśnionej przeszłości? No to podam jeszcze jeden przykład afrykańskiego plemienia Dogonów, żyjącego na płaskowyżu Bandiagara. Ten prymitywny lud wiedział o schemacie budowy układu Syriusza ? znali oni fakt, że jest to gwiazda podwójna i posiada “towarzyszkę” – Syriusza B i wiedzieli o tym od wieków. Opisywali oni ją nawet na tyle ile potrafili – twierdzą, że jest bardzo mała, ale bardzo ciężka, znali nawet okres jej okrążenia wokół Syriusza – 50 lat! Oczywiście nadmienię tylko, że Syriusz B został odkryty dopiero w XIX wieku i nie jest widoczny gołym okiem… To tylko naprawdę kilka niezwykłych faktów z naszej bogatej jak widać i wciąż niezbadanej rzetelnie przeszłości. I tu wkracza pan Erich von Daniken ze swoją bardzo oryginalną (choć nie przez niego “wynalezioną”) teorią, która budzi kontrowersje w świecie naukowym od lat. Daniken uważa, że cywilizacja ludzka powstała i rozwijała się z inspiracji przybyszów z kosmosu, zwanych w starożytnych przekazach bogami. Dla teologów i archeologów to najgorszy koszmar jako można sobie wyobrazić. Facet związany z branżą hotelową nie związany wcześniej z nauką bez ogródek wali w najczulsze punkty gatunkowej historiozofii. Najgorsze jest dla nich to, że Daniken nie podważa on powszechnie znanych faktów, lecz inaczej je interpretuje. W zasadzie jest on obrońcą starożytnych podań, mitów, Biblii i innych świętych pism religijnych, bo dla niego to bardzo ważne źródła wiedzy o naszej przeszłości.Świat nauki bardzo krytykuje pana Danikena, gdyż jego tezy i dowody nie pasują do historii podawanej nam w szkole. Tyle, że ludzie coraz więcej czytają, oglądają, podróżują, analizują i stawiają coraz to trudniejsze pytania. Widzą, że oficjalne wyjaśnienia są jakieś takie naciągane i zbyt prostackie. Wyczuwa się to na kilometr. Dlatego nie dziwmy się, skąd taka popularność książek Ericha von Danikena - ludzie po prostu zwyczajnie poczuli (i to całkiem słusznie), że w oficjalnej wersji przeszłości jest tyle bezsensownych, sprzecznych ze sobą stwierdzeń, że należy szukać innego wyjaśnienia. I tak Daniken pisząc w ciekawy i przystępny sposób tchnął nowego ducha w skostniałą wizję początków naszego gatunku i jego rozwoju cywilizacyjnego. Pokazał, że można spojrzeć na to wszystko z zupełnie innej strony i to logicznej strony. Bo logiki w teoriach pana Danikena z pewnością nie brakuje, nikt mi nie powie. To, że się pewnie mylił nie raz, to że kilkakroć jakiś fakt nadinterpretował i naginał do swej koncepcji nie oznacza, że cała jego teoria jest warta wyrzucenia do kosza…Taka właśnie jest strategia jego konserwatywnych oponentów - pseudonaukowców, którzy wynajdują nieistotne, drobne błędy i potknięcia, które są na ich rękę by go zdyskredytować, ale gdy on zadaje bardzo celne ciosy w ich teorie - milczą. To nie jest już nauka, to się nazywa religia. Religia niezmienialnych dogmatów naukowych. Jednym z najlepszych źródeł potwierdzających słuszny tok rozumowania Danikena jest święta księga indyjska – Mahabharata. Opisuje ona przygody, wojny bogów, którzy pojawili się na Ziemi, pomagali ludziom. Powstała co najmniej przed 5000 lat. Autor księgi opisał w niej broń, która była w stanie zabić wszystkich wojowników, noszących na sobie kawałki metalu. Przypomina to wybuch bomby atomowej. Najbardziej niezwykłą rzeczą jaką przedstawia Daniken jest pewna mapa tureckiego admirała. Na początku XVIII wieku w pałacu Topkapi w Istambule znaleziono stare mapy geograficzne należące do admirała Piri Reisa, oficera tureckiej armii. Amerykański kartograf Arlington H.Mallery zbadał te mapy i ze zdziwieniem zauważył, że co prawda wszystkie dane geograficzne są zaznaczone, ale nie są umieszczone we właściwych miejscach. Przy pomocy komputerów amerykańskiej armii naniesiono mapy na współczesny globus. Nagle dokonano sensacyjnego odkrycia, mapy okazały się bardzo dokładne i to nie tylko w odniesieniu do regionów Morza Śródziemnego. Na mapie znajdowały się także wybrzeża obydwu Ameryk, ale co dla naukowców było szokiem , kontury Antarktydy. Mapy ukazywały również łańcuchy górskie, szczyty, wyspy, rzeki i wyżyny. Wszystko było naniesione z niesamowitą dokładnością. Zaznaczone na mapach Reisa łańcuchy górskie odkryto na Antarktydzie dopiero w 1952 roku. Porównanie map Piri Reisa ze współczesnymi zdjęciami satelitarnymi kuli ziemskiej wykazało, że ich oryginały musiały być zdjęciami lotniczymi wykonanymi z bardzo dużej wysokości. Jak twierdzą naukowcy, mapy te nie są oryginałami, są kopiami z kopii, które były kopiami z jeszcze wcześniejszych kopii … Jedno nie ulega wątpliwości, ktokolwiek wykonał je przed tysiącami lat, musiał nie tylko unosić się w powietrzu, ale także fotografować. Kiedyś dawno temu albo byli na Ziemi kosmici, albo nasi przodkowie mieli statki kosmiczne. Ich możliwości techniczne musiały być takie, jakie mamy dzisiaj, bądź lepsze”.Tego typu dowodów i poszlak jest bardzo wiele, a Daniken właściwie tylko je zebrał, opisał, przeanalizował i świetnie o nich napisał. Praca Ericha von Daniken polegałą na tym, że zbadał on bardzo wnikliwie niezliczone fakty archeologiczne, kulturowe, historyczne i religijne, które nabierają sensu dopiero, gdy weźmie się pod uwagę możliwość pozaziemskich odwiedzin. Jego wielką zasługą jest jednak popularyzacja tematu. Daniken z wielką pasją poświęcił się badaniu prehistorii i dzięki jego książką świat po raz pierwszy na taką skalę mógł zapoznać się z zupełnie innym spojrzeniem na “bogów” starożytności.Być może jutro lub kiedyś w przyszłości niektóre tajemnice naszej przeszłości zostaną wyjaśnione, ale nie sądzę, by stało się tak prędko. Dlaczego? Bo uważam, że zbyt wielu tajemniczym siłom zależy, abyśmy nie znali prawdy o swojej przeszłości. Jest ona zakłamana, zafałszowana tak, byśmy wciąż tkwili w przekonaniu, że istniejemy jako gatunek przypadkiem oraz że żadne istoty z innych światów nie mogły i nie mogą istnieć – że jesteśmy w kosmosie sami uwięzieni w trójwymiarowej rzeczywistości. Tak, czuję w tym głębszy cel – ograniczenie naszej świadomości, naszego rozumowania do ściśle materialistycznych i przyziemnych kategorii. Zresztą każdy kto zapoznał się z tematem reptalian – czyli naszych gadzich ciemiężycieli – wie, że jest to całkiem ciekawa i intrygująca koncepcja, nawet jeśli w nią nie wierzy. Wiara w to nie jest istotna, trzeba badać temat ostrożnie nie popadając w schematy myślowe i narzucone nam stereotypy i kłamstwa opisujące to czym jesteśmy i gdzie żyjemy. Myślę, że istnieje siła chcąca trzymać nas w niewiedzy i ciemnocie, tak jak chciano byśmy nie wierzyli w kulistość Ziemi, heliocentryzm i inne tego typu rzeczy. Zasada rozwoju świadomości i pogłębiania wiedzy o rzeczywistości jest jedna: nie wyśmiewać z góry niczego nowego, nie uznawać, że już się wie wszystko (“wiem, że nic nie wiem”) i spokojnie czytać i zapoznawać się z wszystkimi informacjami, nawet z tymi, które nakazuje nam się wyrzucić do kosza, zignorować i zapomnieć tylko dlatego, że nie pasują do oficjalnej wersji, bądź nie mieszczą się w naszym ustalonym sposobie pojmowania świata. A jest to bardzo trudne.Tak więc badajmy naszą przeszłość, zadawajmy trudne pytania, analizujmy i nie wchłaniajmy wszystkiego co podaje nam się w mediach zupełnie bezkrytycznie. Bo w oficjalnej wersji naszej przeszłości jest zawarte tyle niewiedzy, ignorancji oraz celowych kłamstw i manipulacji faktami, że musimy myśleć za siebie. 


CZAKRAMY NA WAWELU



 

 

 



Czakram to pewien rodzaj promieniowania ziemskiego z pewnymi uwarunkowaniami kosmicznymi. Słowo to pochodzi od pierwiastka “czar” oraz “kri”, a jego podstawowym znaczeniem jest “koło”, kojarzone z kołem astralnym lub mistycznym. Generalnie zrozumienia czakry należy się doszukiwać w filozofii indyjskiej, w połączeniu z jogą, gdzie istnieje teoria łącząca się z otwieraniem i zamykaniem czakramów człowieka. Energia jest podstawowym składnikiem ludzkiego ciała, dlatego tak ważna jest znajomość jej funkcjonowania. System energetyczny Ziemi również jest oparty na czakramach. Zgodnie z wierzeniami czakram mający oddziaływać na ludzi, a pochodzący z głębi ziemi, znajduje się w obrębie starych ruin kościoła, w kaplicy świętego Gereona, budowli pochodzącej z XI wieku, a zbudowanej z różnych elementów kamiennych. Energia, jaka ma z niego płynąć, jest w kształcie wirującego krzyża, czy też czteroramiennego wiatraka, którego ramiona się zwiększają lub zmniejszają w zależności od sytuacji. Wiruje ona lewoskrętnie, co mistycy uznają za korzystne dla człowieka. Ma powodować pewną harmonię w umyśle człowieka, wzrost wiedzy, większą jej kumulację oraz poprawność myślenia. Radiesteci twierdzą, że jest to miejsce o niezwykłych właściwościach koncentracji energii – kamienia, kryształu czy pierwiastka – który powoduje pewien rodzaj działania skupiającego i wysyłającego wiązkę promieni, falującą i zmienną w czasie, oraz wykonującą obrót wokół osi. Promienie, które są obecne w różnych punktach Wawelu, wychodzą z jednego miejsca w kaplicy Gereona lub miejsca, znajdującego się pod nią. W jaki sposób czakram wpływa na ludzi? Otóż powoduje poczucie przypływu energii, podwyższonej temperatury, wzrost ciśnienia tętniczego i przyśpieszenie bicia serca. Dlatego też jest przydatne przy silnym zmęczeniu. Ponadto u niektórych osób wzmaga wizje, których rodzaj jest uzależniony od sposobu zadawania pytań i rozluźnienia – wtedy wizje są przypadkowe, mogą mieć charakter twórczy. Obserwatorzy odczuwali różne objawy, przykładowo pocenie się, mrowienie czy nagły przypływ energii, dlatego też poza zmierzeniem ciśnienia trudno zweryfikować badania. Ze względu na moc czakramu, od wielu lat na Wawel przybywają ludzie, aby skorzystać z energii i napromieniować się pozytywnie lub nawet wyleczyć z wielu chorób. Pod względem geologicznym Wawel jest zrębem, otoczonym rowami, znajdującym się na kulminacji skały wapiennej. W dużej mierze został zasypany sztucznymi nasypami, aż do wyrównania powierzchni – na dziedzińcu różnica powierzchni wynosi aż 10 metrów. Na dodatek należy podkreślić istnienie jaskiń, co daje bardzo złożone podłoże. Wzdłuż pęknięć jurajskich wydostają się na powierzchnię słone wody, które powinny występować normalnie na głębokości 400 metrów. Kraków powstał na węźle hydrograficznym, gdzie skały stykają się bezpośrednio z Karpatami, a bardzo stare struktury krzyżują się z młodszymi alpejskimi. Ruchy górotwórcze trwają w ich obrębie do dziś. To wszystko sprawia, że można powiedzieć, że to obszar niepokoju geologicznego, którego centralne miejsce znajduje się na Wawelu.Najwcześniejsze ślady człowieka na wzgórzu pochodzą z okresu paleolitu, czyli 250 tysięcy lat p.n.e. Wykopaliska wskazały na to, że wiele ociosanych narzędzi kamiennych, zostało wtórnie umieszczonych w lejach krasowych. Następne znaleziska w postaci glinianych naczyń datowane są na 1,8 tysiąca lat p.n.e. oraz pozostałości obiektów mieszkalnych z 750 roku p.n.e. Odkopano również wyroby z brązu i żelaza sprzed 400 lat p.n.e. oraz pozostałości wpływów celtyckich i rzymskich z naszego wieku. Teoretycznie więc wiele różnych kultur mogło mieć tu swoje miejsce kultu. Badacze spierają się o to, kto mógł przynieść kamień na tereny obecnej Polski, o ile w ogóle został on przyniesiony. Jedna z hipotez głosi, że zrobił to Apolloniusz z Tiany, szerzący religię wśród arystokracji. W pierwszych latach życia Jezusa miała powstać na wschodzie nowa religia – Mitracyzm – która zaczęła zagrażać innym, głównie Buddyzmowi.



Ten, aby zapobiec rozpowszechnianiu się nowego nurtu, zaczął współdziałać z wczesnym chrześcijanizmem. Miało to doprowadzić Jezusa do podróży do Indii pomiędzy 12 a 30 rokiem życia, z którego to okresu nie ma obecnie żadnych informacji. Kapłani buddyjscy, rozszerzając wiarę, mieli dotrzeć na tereny Polski i zbudować na wzgórzu maleńką świątynię, która stała na miejscu obecnej świątyni Feliksa i Adaukta. Na podwalinach tej świątyni mnisi mieli wbudować kamień przywieziony z Indii. Kamień mógł przywieźć sam Apolloniusz, którego nauki pokrywały się z naukami Jezusa z tym, że nie miał daru uzdrawiania, korzystał z okultyzmu i nauczał bogatych ludzi. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób pielgrzym przybyłby w te strony. W I wieku nasze ery nastąpił schyłek kultury celtyckiej i poza kupcami, którzy prawdopodobnie przemierzali tędy Bursztynowy Szlak, trudno mówić o wędrówce uczonych. Podobnie Filostratos z Lemnos, który opisał potem biografię Apolloniusza, nie wspomina o talizmanach, czy kamieniach, jakie ten posiadał. Pisze natomiast o siedmiu pierścieniach, jakie nauczyciel dostał od brahina indyjskiego, a które nosiły imiona planet. Apolloniusz miał je nosić w zależności od tego, jaka planeta działała w danym dniu tygodnia. Po raz pierwszy o talizmanach wspomina się na przełomie IV i V wieku podkreślając ich moc wobec świata natury. Talizmany miały być stworzone przez Apolloniusza na podstawie jego wiedzy i współgrać z boską mądrością, jaka rządzi światem, by służyć pomocą ludziom. Według historyków, nauczyciel miał stworzyć kilka talizmanów, w tym przeciw wiatrowi północnemu, skorpionom, komarom. Miał też stworzyć trzy kamienne figury bocianów do Bizancjum, co miało odstraszać bociany, wrzucające węże do studni, skażające pitną wodę. Apolloniusz miał posiadać wiedzę tajemną, opartą na okultyzmie, dlatego też artyści twierdzą, że odczuwalna energia na Wawelu pochodzi od kamienia, umieszczonego przez mistrza. Ponadto w jego biografii istnieje luka po 93r. kiedy to mógł odbyć pielgrzymkę na tereny obecnej Polski. Inna legenda związana jest jednym ze świętych ludzi – riszi – który miał dotrzeć tu przed wiekami, nauczając. Riszi miał pisać święte księgi Wedy (objawienia) i znaleźć wzgórze sterczące ponad wodą. Stąd ten etymologia Wawelu, wywodząca się od słowa Wąwelnia, Wąwelnica, oznaczającego suche miejsce położone na wodzie lub otoczone wodą. Czyżby wykorzystywał je do medytacji lub obrad? Wiele hipotez skłania się ku Celtom, którzy mieli na terenie obecnej Polski kilka ośrodków życia duchowego. Jeden z nich miał być związany z czakrą wawelską. Być może mieli oni na miejscu dzisiejszej kaplicy Gereona cos na kształt celtyckiej chrzcielnicy. Tam właśnie miała się odbywać inicjacja, czyli nadawanie uprawnień do wiedzy przez starszych druidów młodszym. W czasach późniejszych dynastia Jagiellonów – która prawdopodobnie wywodziła się od Celtów i od nich przejęła wiedzę – składała ciała swych zmarłych w tej kaplicy. Istnieje wiele zagadek architektonicznych, kryjących się na Wawelu, przykładowo załamanie katedry tak, że oś korpusu pochylona jest ku wschodowi, różnorodność postawionych niesymetrycznie filarów, czy wreszcie umiejscowienie katedry tuż nad północnym brzegiem góry – co groziło niebezpieczeństwem osunięcia się kościoła. Czyżby to wszystko związane było z magicznym miejscem Celtów? Do dzisiaj odnajdywane są pierścienie wykonane przez celtyckich druidów z brązu. Jak dotąd, nie wytłumaczono ich znaczenia, uznając je za magiczno-obrzędowe. Nie wykluczone jest jednak, że zostały złożone w tym miejscu ze względu na przedziwne właściwości czakramu. Istnieje również legenda z czasów Bolesława Chrobrego, która również może pomóc wyjaśnić tajemnicę czakramu. Otóż na polecenie Bolesława, jego syn, Mieszko ze swym potomkiem Kazimierzem, odwiedził wówczas prowincjonalne miasto Kraków. Podczas zabawy, Kazimierz znudzony stałą opieką wojowników, strzegących jego bezpieczeństwa, postanowił pozbyć się ochrony. Zszedł po skale i wszedł do ciemnego podziemnego korytarza. W pewnej chwili zgubił drogę, a zauważywszy w oddali światło, podążył za nim. Chłopiec dotarł do oświetlonej w naturalny sposób jaskini. Tam usłyszał głos, który powiedział, że jest kamieniem, ukrytym od wieków i nakazującym mu i jego następcom osiąść na wzgórzu, by stworzyć potężne państwo. Chłopiec wyszedł z jaskini i powrócił z ojcem do stolicy. Po śmierci Bolesława Chrobrego i Mieszka II, Kazimierz musiał uciekać z Polski. Nie zapomniał jednak o swoich prawach do tronu i w odpowiedniej chwili powrócił do kraju, osiadł – zgodnie z głosem kamienia – na Wawelu. Od tamtej pory tworzył podwaliny potężnego i wielkiego państwa polskiego, a jego samego nazwano Odnowicielem. Co ciekawe, Kraków należał w okresie Odrodzenia do głównych ośrodków okultyzmu w Europie, skupiając na uniwersytecie adeptów sztuk tajemnych. Z pozoru informacja nie mająca związku z czakramem, jednak dalsze przypuszczenia nasuwają się po przeczytaniu słów zamieszczonych w Przeglądzie Teozoficznym w 1932r. Dr George Arundal odwiedzając miasto miał powiedzieć, że Kraków, jako ośrodek duchowy, założony przez Apoloniusza z Tiany, istniał ponad 2000 lat. Ponadto energia płynąca z czakramu, nie zużyta lub nie przełożona na inną energię twórcą, miała paraliżować twórcze działanie. Uznając podróż mistrza za prawdziwą, być może szerzenie okultyzmu w Krakowie miało inne podłoże i związane było z wawelskim czakramem. Niestety nie istnieją żadne zapiski dotyczące czakramu i jego właściwości poza ustnym przekazem, co utrudnia analizę tego problemu. Rozpoznanie radiestezyjne przyjmuje powstanie osadnictwa na terenie Krakowa na 232r. p.n.e. kiedy przypuszczalnie założono pierwszą osadę Wiślan na terenie Płaszowa, oraz na 121r. p.n.e. na terenie Wawelu. Ocena radiestezyjna zlokalizowała prehistoryczne budowle w centrum radiacji czakramu, prawie w centrum dużego pierścienia wodorowego promieniowania kosmicznego. Co więcej, poza promieniowaniem różowym, występuje tu również promieniowanie kolorem białym, co może przyciągać ludzi – pielgrzymów i turystów – z całego świata. Zaskakującym zdaje się być odkrycie ks. Dr Andrzeja Bardeckiego, który przeprowadził badania w kaplicy Batorego, znajdującej się około 15 metrów od kaplicy Gereona. Otóż stwierdził on istniejące tam bardzo silne promieniowanie negatywne, szkodliwe, na co wskazywało wirujące w prawą stronę wahadełko. Również fizycy zajmowali się tajemnicą czakramu. Marek Lemberger badał rozkład pola magnetycznego. Gdyby znajdowały się tam kamienie pochodzenia kosmicznego, jego istnienie powodowałoby lokalną zmianę pola magnetycznego. Przebadali również metodą radiometryczną promieniowanie naturalne licznikiem Geigera-Millera. Gdyby zawierało pierwiastki promieniotwórcze, w jego otoczeniu wystąpiłyby anomalie rozkładu natężenia promieniowania. W trakcje badań nie zarejestrowali jednak żadnych zmian wskazujących na działanie czakramu. Paweł Hachaj zrobił badania widma gamma i rentgenowskiego oraz widmo fal radiowych. Badania również odrzuciły hipotezę o istnieniu niezwykłego źródła na Wawelu. Fizyk wysunął jednak teorię, że winą za niewyjaśnione zdarzenia może być transformator, wprowadzający zakłócenia pola elektromagnetycznego, znajdujący się w pobliżu sali św. Gereona. Ze względu na brak możliwości odłączenia transformatora, nie można było zweryfikować tej teorii. Jednak warto zauważyć, że 25 lat temu koło tej kaplicy znajdowała się stacja niskiego napięcia, która została zlikwidowana. Od tamtej pory w pobliżu kaplicy nie ma żadnych przewodów energetycznych ani telefonicznych, a najbliższa odgrodzona jest dwumetrowym murem, co zdaje się zaprzeczać wysuniętej teorii. Zastanawiające jest samo zachowanie przybyszów z Indii. Przykładowo podczas przyjazdu premiera Indii – Nehru, sam premier przeszedł koło zamku obojętnie, nie pytając nawet o czakram, natomiast Hindusi, którzy mu towarzyszyli, poprosili o otworzenie skrzydła zachodniego i pozostawienie ich samych w “świętym miejscu”. Wskazali też, że u zbiegu północnego skrzydła transeptu z prezbiterium, w głębi znajduje się święty kamień. Podobnie inni, którzy prosili o pozostawienie ich samych, aby w ciszy mogli “wdychać pranę”. Ludzie z Indii przyjeżdżają na Wawel, aby doładować się energią i wzmóc możliwości wejścia w wyższe stany świadomości i możliwości złączenia się z Bogiem. Jeden z polskich dyplomatów poleciał kiedyś do hinduskiego maharadży, a zapytany o to, czy wie, jaka jest stolica jego państwa usłyszał, że Wawel, nie Warszawa. Wśród hindusów panuje przekonanie, że w ziemi znajdują się czakramy, będące gruczołami ziemi, czyli skumulowaną energią pochodzącą z ziemi i z kosmosu. Przy nich właśnie ludzkie życie rozwija się najlepiej. Przypuszczalnie są one rozmieszczone u podnóża piramid egipskich, w pasie gór między Eufratem i Tygrysem i innych miejscach, dotąd nie znanych. Jeden z nich ma być umiejscowiony na wzgórzu wawelskim. Inna teoria mówi, że świętych miejsc jest siedem tak, jak pierwotnych planet. Miejsca te miały wyrażać wpływ każdego z ciał niebieskich: Delhi (Księżyc), Mekka (Merkury), Delfy (Wenus), Jerozolima (Słońce), Rzym (Mars), Wawel (Jowisz), Velehrad – obecnie Stare Mesle na Morawach – (Saturn). Zastanawiające jest jednak, czy liczba siedem to przypadek, czy też jest w jakimś stopniu powiązana z tajemniczymi pierścieniami Apolloniusza, które również miały odpowiadać owym siedmiu planetom. Czy możliwe jest, że mistyk podróżując po świecie, umieścił swoje pierścienie tak, aby płynęła ich dobroczynna moc na ludzi? Inna teoria głosi, że czakram wawelski przejął swoją funkcję od czakramu Palata – tybetańskiego, który przez dwa tysiące lat wpływał na ludzi i kierunek ich świadomości. Przejęcie funkcji przez wawelski wpłynęło na rozwój Europy oraz na zniszczenie kultury Tybetańczyków przez Chiny. Po upływie następnych dwóch tysięcy lat rolę czakramu ma przejąć Machu Pichu, jednak określenie, kiedy to nastąpi, jest bardzo trudne. Obecnie rola czakramu zanika, na co mają prawdopodobnie wpływ wybuchy Słońca oraz pewne układy konstelacji. Ponadto energoterapeuci uważają, że system energetyczny półkuli północnej oparty jest na czakramach, zbudowanych zgodnie ze strukturą, przypominającą kryształ, na siatce trójkątów i głównych liniach przesyłowych. Obecnie głównym generatorem ma być czakram wawelski, z punktami w kościele na Salwatorze oraz w klasztorze częstochowskim. Ów trójkąt ma jednak ulegać stałemu zmniejszeniu, tracąc na swoich właściwościach. Osłabieniu uległ również wpływ na ludzi, którzy coraz częściej są zmęczeni i zestresowani. Ten objaw znowu może być wpływem działania negatywnej energii, nazywanej antyczakramem. Wzmaga ona destrukcyjne myśli i działania człowieka – która ma mieć swoje ujście w Pychowicach, Skandynawii i Oceanii – oraz co jakiś czas usiłuje się podpiąć pod siatkę energetyczną czakramu. Zastanawiającym zjawiskiem mają też być wahania mocy promieniowania czakramu wawelskiego. Występują one pod wpływem oddziaływania Księżyca oraz różnych uroczystości, odbywających się w tym miejscu. Przykładowo, kiedy w dniach 25-30 kwietnia 1988r. odbył się zjazd mistrzów różnych kierunków duchowych, nastąpił wzrost aktywności czakramu o 60%. Żeby było ciekawiej, w języku wtajemniczonych kamień oznacza “świątynia”, co oznaczałoby trudności w określeniu konkretnego miejsca, z którego roznosi się promieniowanie. Owym miejscem miałby być najwyższy punkt wzgórza pomiędzy katedrą a zamkiem, na zapleczu kaplicy Batorego, gdzie sterczy z ziemi skalisty występ. Tam mają się znajdować ametysty, przez niektórych uznane za kapłańskie i związane z siłami promieniującymi z ziemi. Słowo kamień tłumaczone jest przez niektórych jako świątynia, a może powinno być raczej uznane jako “wieża”? Niektórzy uważają, że to właśnie na Wawelu miała być lokalizacja legendarnej wieży Babel i to niekoniecznie ze względu na podobieństwo w nazwie. W Księdze Rodzaju czytamy: “A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie i rzekł: Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić.” W przypadku doświadczeń związanych z jogą, słowa te nabierają większego znaczenia i prowadzą do ustalenia celu, a następnie wspólnym jego realizowaniu, w ciszy, w głębokim skupieniu – medytacji. Akt budowania wieży Babel porównano do tworzenia systemu energetycznego związanego z czakramem, a obejmującym swoim zasięgiem jak największy teren. Ponadto kilka lat temu próbowano powtórzyć projekt wybudowania wieży w oparciu o energetykę czakramu na Wawelu. Nie wiadomo jednak, jak zakończyły się owe próby. Jak dotąd, nikł nie wskazał na konkretny kamień, z którego ma płynąć zbawienna energia. Nadal przyjeżdżają tu nie tylko turyści, ale ludzie spragnieni tajemniczej mocy, pochodzącej z natury ziemi. Niezależnie od tego, czy czakram wawelski istnieje, czy nie, nie należy wydłubywać poszczególnym elementów ze ścian -badając ich zawartość i właściwości – tylko pozostawić Wawel wraz ze swoimi tajemnicami przyszłym pokoleniom.



Ogniwo „Wawel” – grupa polskich teozofów emigrantów uważała, że wawelski czakram zmieni losy Polski…

W maju br. minęła 27. rocznica śmierci zmarłego w Londynie Kazimierza Chodkiewicza, teozofa, ezoteryka, legionisty, pułkownika WP i masona. Dla jednych Chodkiewicz był autorytetem wiedzy tajemnej, dla innych szarlatanem, a dla niektórych nieszkodliwym wariatem. Dzięki niemu domniemany wawelski czakram stał się słynny na cały świat. Z Chodkiewiczem współdziałał również inny znany teozof, zastępca generała Władysława Andersa - gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski.

Apoloniusz i tajemnicze „coś”

Czakramy ziemi to punkty energetyczne zwane również miejscami mocy. Koncentruje się w nich pozytywne promieniowanie radiestezyjne, a podobno i kosmiczne. W odległych czasach w takich miejscach budowano świątynie, a niejednokrotnie grody. Przykładem tego może być Kraków. Według zwolenników teorii czakramów, w kaplicy św. Gereona na Wawelu znajduje się jedno z miejsc mocy.

Z dość licznych publikacji wynika, że gdzieś w okolicach kaplicy św. Gereona, pomiędzy zamkiem i katedrą, spoczywa w ziemi od dwóch tysiącleci tajemnicze „coś” o niezwykłych właściwościach. Coś, co wytwarza niezwykłej mocy energię fizyczną i duchową. Jedni twierdzą, że jest to olbrzymi kryształ, inni, że kamień o nieznanym składzie chemicznym pochodzący z kosmosu, jeszcze inni uważają, że to amulet zakopany w tym miejscu przez Apoloniusza z Tiany. Pochodzący z Kapadocji i pielgrzymujący po świecie myśliciel, prorok i jasnowidz. Miał go tam umieścić ok. 90 roku naszej ery Jego wybór padł na to miejsce, ponieważ na wzgórzu zwanym później Wawelem znajdował się pogański ośrodek kultu. Apoloniusz uznał, że pogańscy szamani, którzy zawsze odnosili się z wielką czcią do amuletów, będą najlepszymi strażnikami przedmiotu, obdarzonego niezwykłymi właściwości.

Miejsce czy amulet?

Prawdę mówiąc, w kwestii czakramu łatwo się pogubić, bo według niektórych źródeł owo miejsce mocy, podobnie jak sześć pozostałych na świecie, powstało wraz ze stworzeniem świata i jest obszarem skoncentrowanej niewidzialnej energii kosmicznej, a nie przedmiotem, który posiada szczególną moc. Tak więc twierdzenie, że to amulet, czyli przedmiot obdarza Wawel cudowną mocą zaprzecza istnieniu czakramu w takim rozumieniu. No, ale idźmy dalej, trzymając się wersji Apoloniuszowego amuletu.

Przybysz z Kapadocji podobno miał tę właściwość, że potrafił dowolną rzecz obdarzyć właściwościami nadprzyrodzonymi, a nadprzyrodzoność miała trwać bezterminowo. Nie tylko Wawel został obdarzony amuletem, ale i inne miejsca na naszej planecie. Niewiele ich, bo poza Wawelem, sześć: New Delhi, Mekka, Delfy, Jerozolima, Rzym i Velehrad na Morawach.

Co zakopał Tianejczyk

Apoloniusz był niezgorszym obieżyświatem. Miejsca, w których Tianejczyk zakopywał swoje amulety to właśnie czakramy Ziemi. Nie są to jednak samoczynne źródła energii, ponieważ ich moc musi być pobudzona na przykład przez osoby, które potrafią dostroić się do wysokich wibracji astralnych. Taką wibrację odczuwają na przykład okultyści hinduscy. Twierdzą oni, że w pradawnych czasach przywędrował z Indii na Wawel jeden z wielkich mistrzów – riszi. Riszi to autorzy ksiąg weddyjskich. Wędrowali po świecie szukając miejsc „górujących nad wodami”. W sanskrycie takie miejsce nazywa się właśnie „wawel”. W miesięczniku „Nieznany świat” czytamy: „Dzięki pomiarom udowodniono, że to szczególne miejsce na Wawelu promieniuje energią i wytwarza ujemną jonizację, która wpływa na ogólne odprężenie organizmu. Wyczuwają to bioenergoterapeuci, a schorowani ludzie do niedawna godzinami stali przytuleni do murów katedry. Istnienie tutaj epicentrum wawelskiej radiacji potwierdzili radiesteci. Być może źródłem energii są liczne cieki wodne przebiegające pod wzgórzem, a także specyficzne położenie Wawelu na styku dwóch płaszczyzn skalnych i związany z tym ruch skał mogący wytwarzać prądy elektryczne”.Czakram, premier Indii i smok

W książce Zbigniewa Święcha pt. „Czakram wawelski”, autora bestseleru „Klątwy, mikroby i uczeni.” napotykamy taki oto fragment:

„(…) słynny franciszkanin, ojciec Andrzej Czesław Klimuszko w swoich wspomnieniach napisał: „Hinduski profesor podczas zwiedzania Królewskiego Zamku na Wawelu, gdy opuścił komnaty zamkowe i znalazł się w kącie dziedzińca, prosił towarzyszących mu polskich uczonych, ażeby go zostawili na 15 minut zupełnie samego. Stał przez ten czas nieruchomo, skupiony i odwrócony twarzą ku wschodowi. Gdy dołączył do grupy polskich profesorów, został przez nich zasypany gradem pytań. Profesor odrzekł tylko tyle, że nurtowała go od dawna pewna sprawa i sądził, że właśnie tutaj będzie mógł ją rozwiązać. Na pytanie, czy znalazł rozstrzygnięcie, Hindus tylko lekko się uśmiechnął i nic nie odpowiedział. Wydaje się, że hinduskiemu profesorowi chodziło o czakram ziemski”.

Hindusi jako pierwsi w latach 20. XX wieku i później, w latach 50. przybywali na Wawel i prosili o udostępnienie klucza do kaplicy Gereona, by tam pomedytować. Gdy w 1955 roku do Polski przybył premier Indii Jawaharlal Nehru, poprosił, by go tam zaprowadzono i stał kilkanaście minut, rozmyślając, a potem powiedział, że to miejsce pomogło mu rozwiązać pewien męczący go problem.

Ciekawe jest również to, że w legendach wzgórze wawelskie było siedzibą smoka – według feng shui smok był zawsze strażnikiem potężnych miejsc mocy.

Żandarm okultysta

Tu dochodzimy do postaci Kazimierza Stanisława Chodkiewicza. To postać wyjątkowo niezwykła, chociażby ze względu na bogaty życiorys. Urodził się we Lwowie w roku 1892. Na tamtejszym uniwersytecie studiował filologię klasyczną, filozofię i pedagogikę. Wcielony do armii austriackiej przeszedł kampanię galicyjską i włoską po czym wstąpił do armii polskiej, w której został dowódcą żandarmerii. Od 1924 r. był dyrektorem naukowym w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii, a w latach 1931-33 dowódcą 10 Dywizjonu Żandarmerii w Przemyślu, a następnie 6 Dywizjonu Żandarmerii we Lwowie. W tym samym roku awansuje do stopnia podpułkownika.Podczas kampanni wrześniowej 1939 r. dowodził żandarmerią w Armii „Karpaty”. Później przedostał się do Wielkiej Brytanii gdzie w latach 1940-1944 oraz 1946-1963 był szefem żandarmerii w Sztabie Naczelnego Wodza. W latach 1963-1968 członek Rady Rzeczpospolitej. Był również masonem, zasiadał w loży „Orzeł Biały” zakonu Le Droit Humain do czasu jej samorozwiązania w 1938 r. Od 1945 r. członek loży „International Concorde” tego zakonu. Od 1940 r. członek Towarzystwa Teozoficznego w Edynburgu. W 1947 r. założyciel i prezes polskiego Ogniwa „Wawel” Towarzystwa Teozoficznego w Anglii. Autor wielu prac z zakresu ezoteryki, m.in. „Kraków. Ognisko sił tajemnych”.

Nie tylko Chodkiewicz

Chodkiewicz uchodził wśród przyjaciół i znajomych za człowieka mocno stojącego na nogach, zresztą gdyby było inaczej, to czy powierzono by mu dowodzenie jednostkami żandarmerii, gdzie poczucie realizmu jest wymogiem wręcz podstawowym? Tym bardziej więc zastanawia jego fascynacja okultyzmem, czyli czymś co kojarzy się ze wszystkim tylko nie ze światem realnym. Warto odnotować, że – o czym na ogół nie wiadomo – wśród polskich wojskowych, współczesnych Chodkiewiczowi, była liczna grupa wysokich rangą oficerów, którzy – podobnie jak on – zgłębiali wiedzę tajemną. Należał do nich m.in. słynny generał Michał Karaszewicz-Tokarzewski, zastępca gen. Władysława Andersa w Armi Polskiej na Wschodzie, który później na emigracji w Wielkiej Brytanii pełnił funkcję Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych oraz ministra sił zbrojnych w rządzie RP na uchodźstwie. Mało kto wie, że gen. Tokarzewski był również kapłanem Kościoła katolicko-liberalnego i wysoko postawionym w hierarchii wolnomularskiej masonem.

Do grona polskich okultystów należał nie tylko zmarły przed 27 laty w Londynie płk żandarmerii Kazimierz Chodkiewicz, lecz również liczna grupa wysoko postawionych wojskowych, wybitnych naukowców, lekarzy oraz artystów…

Wszyscy bez wyjątku byli przekonani nie tylko o istnieniu czakramu wawelskiego, lecz również o jego nadzwyczajnej mocy, który uczyni Polskę jednym z najznaczniejszych krajów świata.

Był, czy go nie było?

W eseju pt. „Kraków: ognisko sił tajemnych – duchowy ośrodek mocy” Kazimierz Chodkiewicz opisuje i wyjaśnia czym są amulety, jak powstawały i jak jeden z nich trafił na wawelskie wzgórze. W poprzednim odcinku pisałem o Apoloniuszu z Tiany, który na Wawelu zakopał swój talizman przez co wzgórze stało się jednym z siedmiu światowych ośrodków mocy. Część historyków kwestionuje w ogóle istnienie Apoloniusza, część uważa, że był ktoś taki, ale nie posiadał nadprzyrodzonych zdolności. Jeszcze inni są zdania, że to postać fikcyjna, żyjąca jedynie w legendach. Chodkiewicz i inni teozofowie i ezoterycy nie mają żadnych wątpliwości, że Apoloniusz nie tylko istniał, ale na Wawelu zakopał to, co miał zakopać. Pisze więc Chodkiewicz: „Był to mędrzec i wędrowny filozof szkoły neopitagorejskiej, urodził się w Tianie, w Kapadocji, wschodniej części Azji Mniejszej na początku naszej ery. Przebywał w Egei nad Zatoką Iskanderyjską. Poświęcił się tam studiom nad doktryną pitagorejczyków przyjmując proste i ascetyczne zasady życia. Następnie odbył podróż po całym ówcześnie znanym świecie. Rozpoczynając od Azji Mniejszej objechał ją całą,a potem udał się do Niniwy, Babilonu, by wreszcie dotrzeć do Indii, gdzie zetknął się ze wschodnim ezoteryzmem i mistycyzmem. Apoloniusz wrócił następnie do Europy, przejechał przez Grecję dotarł do Włoch i Hiszpanii. W Rzymie oskarżony został o zdradę zarówno przez Nerona, jak i Domicjana. Ostatnie dziesięć lat życia spędził w Efezie, gdzie założył własną szkołę filozoficzną. Zmarł prawdopodobnie w 98 roku mając 106 lat, jeśli wierzyć jego biografowi.”

Nordycy spod Krakowa

Biografem Apoloniusza był jego uczeń Demis, który towarzyszył swojemu mistrzowi w podróżach. Jego zapiski odtworzył rzymski historyk Flawiusz Filostrata. Jak na fikcyjną, według niektórych, postać Apoloniusz miał wcale bogaty życiorys, dość powiedzieć, że jego biografia liczy osiem tomów, w tym 97 listów skierowanych do pogańskich narodów w basenie Morza Śródziemnego. A dlaczego odwiedził tereny obecnej Polski, a dokładniej miejsce, w którym znajduje się obecny Kraków? Ponieważ, czytamy dalej: ”przyczyną był prawdopodobnie fakt, że te tereny, przez setki lat, zamieszkiwała podrasa nordycka, zanim jeszcze zaczęła osiedlać się na całym kontynencie europejskim. Kraina ta zachowała w swojej pamięci historię zamieszkałego tu ludu, jego myśli i uczucia, co tworzy swoistą aurę sprzyjającą przyszłemu oddziaływaniu talizmanu. Drugim powodem może być centralne położenie tego obszaru w Europie – od Hiszpanii po Ural. Są dwa okręgi wokół Krakowa. Mniejszy o promieniu 500 mil pokrywa centralną Europę. Okręg drugi o promieniu 1000 mil pokrywa całą jej resztę, co sprawia, że moc płynąca z talizmanu jest równomiernie rozdzielona po całym obszarze”.

Dowodem – brak dowodu

Co jednak najciekawsze, autor pisząc o Apoloniuszu rozkopującym wawelskie wzgórze w celu umieszczenia tam amuletu, stwierdza jednocześnie, że „biografia Apoloniusza nie zawiera żadnej wzmianki o podróży odbytej przez niego w te raczej mało znane wówczas strony Europy”. Nie sposób nie zapytać więc skąd w takim razie wiadomo, że Apoloniusz jednak kopał na Wawelu? Wyjaśnienie jest również zaskakujące. „Istnieje pewna luka w jego biografii po roku 93, wypełniona nieistotnymi faktami. Najprawdopodobniej właśnie w tym czasie Apoloniusz odwiedził południe Polski”. Zaiste dziwne to, że biograf mędrca z Tiany pominął wyprawę swojego mistrza na „dziką Północ” i zamiast ją uwiecznić, opisał jakieś „nieistotne fakty”. Jednym słowem „brak dowodu jest dowodem”. Jeśli taką zasadę Chodkiewicz stosował w swojej pracy, będąc przecież wysokim rangą oficerem żandarmerii wojskowej, to „straszno i smieszno” – jak mawiają Rosjanie. Ze wskazaniem na „straszno”.

Na wpół uśpiony

Innym dowodem na istnienie czakramu lub – jak kto woli – amuletu tkwiącego na Wawelu ma być fakt, że Polsce wiodło się dobrze dotąd, dopóki nie przeniesiono stolicy z Krakowa do Warszawy. Od tego czasu na Polskę zaczęły spadać różne nieszczęścia, począwszy od „potopu” szwedzkiego, poprzez rozbiory, obie wojny światowe, na komunizmie skończywszy. Tu znów nasuwa się kolejne pytanie – jeśli czakram ma taką moc, a jej zasięg ma nawet 1000 mil w każdą stronę i w Polsce jest jej centrum, to skąd ta kumulacja nieszczęść nawiedzających naszą ojczyznę od setek lat? Ano stąd, że czakram był przez jakiś czas uśpiony i jego energia musi być ponownie wzbudzona. „Talizman, serce Ośrodka Mocy, na wpół uśpiony spoczywał w skale dwadzieścia wieków. Jego czas jeszcze nie dojrzał, toteż pulsował tylko energią niezdolny do przekazania jej w całości. Wobec nadciągającej wojny (II wojna światowa – przyp. red) Hierarchia (Białe Braterstwo Adeptów, Duchowy Rząd Świata – przyp. red.) zadecydowała, aby ukaktywnić Ośrodek Mocy i wykorzystać jego pełne możliwości. Wyznaczony został dzień spełnienia aktu Białej Magii. Była to majowa pełnia 1935 roku, tj. 18 maja, godz. 10.57. Naród polski, strażnik Talizmanu, otrzymał rolę w owym kosmicznym dramacie. Aby mogły być zebrane siły potrzebne do obudzenia Wawelskiego Lotosu (inna nazwa czakramu – przyp. red.) musiał umrzeć jeden z synów tego narodu”.

Trumna marszałka indukuje moc

Jak się okazało ów rząd duchowy świata „uznał, że induktorem będzie marszałek Józef Piłsudski, który zmarł sześć dni wcześniej. Złożenie jego zwłok na Wawelu sprawiło, że amulet Apoloniusza ożył, ponieważ „z ciała i trumny marszałka Piłsudskiego uczyniono drugą część talizmanu. Jego dodatni biegun energii. Potężne, pozazmysłowe astralne fale miłości, współczucia i dobrej woli przeniknęły do katedry św. Jana w Warszawie podążając później za trumną podczas podróży do Krakowa. (…). Lotos zadrżał i przebudził się. Jego liczne płatki zaczęły wirować w nowym kosmicznym rytmie. Przekaźnik sił Dobra stał sie gotów do niesienia pomocy Europie i czekającej ją śmiertelnej walce z siłami Zła, które zagroziły Cywilizacji Zachodniej”.

Siły Zła nie czekają

Jak się okazało Siły Zła nie czekały do 1939 roku, lecz przypuściły swój atak już cztery lata wcześniej, dokładnie w tym czasie, kiedy do Krakowa ciągnął kondukt odprowadzający zwłoki marszałka. Wydarzeniu temu towarzyszyły bowiem trąby powietrzne i nawałnice o sile wcześniej w kraju nad Wisłą nienotowanej. Szlak konduktu wyznaczały wyrwane z korzeniami drzewa, słupy telegraficzne oraz maszty z flagami narodowymi. Siły Zła podejmowały trzykrotne próby przeszkodzenia całemu przedsięwzięciu, zostały jednak zwyciężone i trumna spoczęła na Wawelu. Zbudzony talizman nie zapobiegł jednak II wojnie światowej, mało tego, Siły Zła poczynały sobie całkiem nieźle osadzając na Wawelu Hansa Franka – generalnego gubernatora Rzeszy. Jego odejście zmieniło sytuację o tyle, że w Polsce zapanował na dziesięciolecia komunizm, co też przecież było złem. Dowodem na to, że czakram powoli się budzi, był wybór Karola Wojtyły na papieża, powstanie Solidarności oraz upadek imperium sowieckiego. Ale czasy prosperity duchowej dopiero nadchodzą. Według teozofów coraz intensywniejsza emisja dobrej energii z wawelskiego czakramu już niebawem odmieni los Polski na znacznie lepszy, szczegóły jednak muszą na razie pozostać w tajemnicy, ponieważ nie jest ich w stanie objąć rozum przeciętnego człowieka.

Czakram po radziecku

Leszek Matela, badacz „miejsc mocy”, autor wielu książek na ten temat, próbuje „unaukowić” sprawę czakramów powołując się m.in. na hipotezę trzech radzieckich uczonych: Gonczarowa, Makarowa i Morozowa, opublikowaną w 1974 roku w miesięczniku „Chimija i żizń”. Według tej teorii struktura kuli ziemskiej jest podobna do struktury kryształu i podobnie jak w tej krystalicznej, tak i w ziemskiej, istnieją aktywne węzły. Połączyli na mapie miejsca, w których zrodziły się najstarsze cywilizacje i wyszło na to, że linie utworzyły sieć regularnych pięciokątów. Na jednej z takich linii leży Kraków. Na tej podstawie skonstruowano model kuli ziemskiej w postaci bryły składającej się z 12 pięciobocznych płaszczyzn, a następnie wielościanu zbudowanego z 20 trójkątów. Kiedy przyłożono oba modele do mapy świata okazało się, że linie utworzyły sieć regularnych pięciokątów, a na ich wierzchołkach, lub geometrycznym środku znajdują się m.in.: piramidy w Gizie, Mohejo Doro w Indiach, Wyspa Wielkanocna oraz Machu Piccu w Peru. Ich krawędzie pokrywały się również z pasmami gór i rowów oceanicznych oraz grzbietami górskimi i uskokami na powierzchni planety. Węzły owej siatki pokrywały się również z terenami gdzie występują złoża bogactw naturalnych oraz centra najniższego i najwyższego ciśnienia atmosferycznego. Uczeni stwierdzili, że za pomocą tego eksperymentu można wyjaśnić istnienie centrów energetycznych.

Skąd się wzięła legenda?

W książce Zbigniewa Święcha pt.: „Czakram Wawelski – największa tajemnica wzgórza” bezkrytycznie – na ogół – próbującej dowieść, że istnienie czakramu jest poza dyskusją, wypowiadają się również sceptycy, gubiący się pośród licznych entuzjastów talizmanu. Nieżyjący już ksiądz prof. dr hab. Włodzimierz Sedlak, bioelektronik z Katolickiego Uniwesytetu Lubelskiego, twórca elektromagnetycznej teorii życia nazwał sprawę czakramów folklorem. Uważał, że sprawdzić to można jedynie przy pomocy odpowiednich przyrządów, a takich jeszcze nie ma. Prof. Mieczysław Tobiasz, badacz dziejów Krakowa, już 40 lat temu wyrażał swój sceptycyzm w sprawie istnienia domniemanego czakramu. Napisał o tym zresztą w „Przekroju” w 1997 roku. Jego zdaniem nie tylko nie ma na Wawelu żadnego źródła mocy, ale też nie istnieją żadne przekazy czy nawet legendy o czakramie. Poza jedną, która narodziła się dopiero na początku ub. stulecia. Jej powstanie przypisać należy odkryciom archeologicznym na Wawelu, podczas których znaleziono fragmenty rotundy i katedry Chrobrego. Stało się to dla ówczesnego społeczeństwa polskiego swoistą podnietą uczuć patriotycznych. Również poezja i literatura młodopolska stanowiła doskonały grunt dla mistycyzmu wśród wychowanej na niej Polakach. W takich okolicznościach działała również Rada Regencyjna. Jej członkowie, jak twierdził prof. Tobiasz, zbierali się towarzysko na seansach spirytystycznych. O jednym z nich ukazała się wiadomość w pewnym czaspiśmie teozoficznym wychodzącym w Londynie. Informowano tam o rzekomym odkryciu „świętego kamienia” z czasów pogańskich, pomijając rzeczywiste odkrycia archeologiczne. Wiadomość ta dotarła do wyznawców teozofii hinduskiej i stąd wycieczki Hindusów na Wawel, wcale jednak nie tak częste, jak twierdzili i twierdzą entuzjaści czakramu.

Podobno wawelskie wzgórze nie kryje żadnych, poza archeologicznymi, tajemnic. Cóż w takim razie sprawiło, że wysoko postawieni wojskowi z zastępcą gen. Władysława Andersa na czele, byli święcie przekonani, że czakram to nie żadna legenda, lecz fakt?Student i konspirator

Urodził się w 1893 roku we Lwowie. Ukończył gimnazjum w Drohobyczu. Studiował medycynę, we Lwowie i Krakowie w tym samym czasie działał w organizacjach niepodległościowych, którymi dowodził Józef Piłsudski. Należał do PPS – Frakcja Rewolucyjna, Związku Walki Czynnej oraz Związku Strzeleckiego. Dowodził oddziałami tej formacji w Drohobyczu i Samborze. Wówczas to odbył elitarny kurs oficerski otrzymując prawo noszenia odznaki tzw. „Parasola”. Jako poddany austriacki został wcielony do armii, w której ukończył kurs oficerów rezerwy. W 1914 roku wstąpił do Legionów Polskich. Podczas bitwy pod Łaskami – Anielinem został ciężko ranny. W 1915 roku Józef Piłsudski awansował go na majora. Działał w zakonspirowanych strukturach Polskiej Organizacji Wojskowej m.in. na Białorusi, gdzie aresztowali go bolszewicy. Zwolnienie zawdzięczał kontaktom Kazimierza Pużaka, kierującego PPS w Rosji. W 1918 r. jako dowódca 5. Pułku Piechoty w grupie operacyjnej dowodzonej przez płk. Juliana Stachiewicza wspomagał oddziały polskie walczące przeciwko Ukraińcom o Przemyśl, natomiast 19 listopada 1918 roku zorganizował słynną odsiecz obrońcom Lwowa. Po zdobyciu Lwowa dowodził do początku 1919 roku oddziałami polskimi walczącymi na południe od miasta. Rok później zostaje pułkownikiem. Bierze udział w wojnie polsko-bolszewickiej dowodząc tzw. wyprawą wileńską. Zaraz po tym zostaje zastępcą inspektora i szefem Departamentu Piechoty w Ministerstwie Spraw Wojskowych.

Najmłodszy generał

W 1924 roku zostaje dowódcą 19. Dywizji Piechoty w Wilnie, którą dowodził przez dwa lata. Właśnie wtedy, jako jeden z najmłodszych w Wojsku Polskim otrzymuje awans na generała brygady. Bardzo wysoko oceniał go Józef Piłsudski, który w 1925 roku, sugerując prezydentowi Stanisławowi Wojciechowskiemu obsadę teki ministra spraw wojskowych, wymienił właśnie Karaszewicza-Tokarzewskiego. Po przewrocie majowym pełni funkcję szefa Biura Personalnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, następnie obejmuje dowództwo 25. Dywizji Piechoty. W 1932 roku zostaje szefem okręgów korpusu w Grodnie, Lwowie oraz Toruniu.

Wrzesień i konspiracja

Podczas kampanii wrześniowej dowodzi grupą operacyjną w składzie Armii „Pomorze” i wraz z nią uczestniczy w bitwie nad Bzurą. Po kapitulacji Warszawy staje na czele organizacji wojskowej – Służba Zwycięstwu Polski. Po utworzeniu Związku Walki Zbrojnej zostaje komendantem Obszaru nr 3 Lwów. W marcu 1940 roku aresztowany przez NKWD.

Wyjście z Andersem

W sierpniu 1941 roku w ramach umowy Sikorskiego ze Stalinem zostaje zwolniony i podejmuje służbę w Armii Polskiej formowanej w ZSRR. Jako dowódca 6. Dywizji Piechoty „Lwów” awansuje na zastępcę generała Władysława Andersa. Po ewakuacji z ZSRR pełni funkcję zastępcy dowódcy Armii Polskiej na Wschodzie. W 1946 r. był dowódcą II Korpusu Polskiego, a następnie Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. Po wojnie został na emigracji w Wielkiej Brytanii pełniąc od 1954 roku funkcję Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych i Ministra Obrony Narodowej. W międzywojniu był jednym z najważniejszych polskich teozofów – był jedną z trzech osób mających prawo do noszenia srebrnej swastyki. W roku 1925 wstąpił do Kościoła liberalno-katolickiego, a rok później został jego kapłanem. Był również jednym z najaktywniejszych polskich wolnomularzy, należał m.in. do lóż: „Tomasz Zan”, „Święty Graal” i „Św. Michał Archanioł”. Na dwa lata przed wybuchem wojny uzyskał najwyższy – 33. stopień w masonerii. Zmarł w Casablance w 1964 roku.

Czakram to fakt

W swoich wspomnieniach Tokarzewski nie kryje, że dla niego czakram na Wawelu jest faktem. Pisze w swoich notatkach: „Duchowe Centrum Mocy – silnie namagnetyzowany Ośrodek był i jest znakiem błogosławieństwa nie tylko dla Polski, lecz także dla całej Europy Środkowej i Wschodniej. Dr George (George Arundale, brytyjski teozof, przyjaciel generała – przyp. red.) odczuł bardzo silnie jego oddziaływanie i uznał je za wyjątkową wartość. Krakowski zamek, siedziba dawnych królów Polski oraz sąsiadująca z nim Katedra są sercem tej potężnej siły. Dr George nadmienił przy tym, że wydaje mu się, iż wpływ owej siły będzie wzrastał przez następne ćwierć, a może nawet i pół wieku i że zacznie ona stąd promieniować o wiele szerszym kręgiem”. Pisał również, że wawelski czakram „jest, co najmniej, projekcją poszukującego umysłu, któremu nie wystarcza już pozytywistyczny scjentyzm ani nawet empiryczna tylko wiedza, nieczuła na impulsy płynące z wyobraźni”. Cóż o tym sądzić? Być może jest w tym wszystkim coś, skoro taki realista jak gen. Tokarzewski był jednocześnie tak wielkim mistykiem?

Horoskopy, duchy, fluidy

Tokarzewski wierzył w horoskopy. Sporządzał mu je na specjalne zamówienie profesor Sorbony Jean Marcault. Zwracał zawsze uwagę na czas narodzin swoich bliskich i krewnych. Był również przekonany, że istnieją „kosmiczne fluidy” oraz duchy. Stale też nosił na palcu pokaźny pierścień z ametystem, naładowany energią przez samą Annę Besant, legendarną teozofią, pod której wrażeniem generał pozostawał do końca swoich dni. Daniel Bargiełowski, autor monografii o gen. Karaszewiczu-Tokarzewskim, zbierając materiały do książki wspomina, że kiedy rozmawiał w Londynie z osobami spoza kręgu znajomych generała, zawsze słyszał pytanie: – A czy pan wie, że był on biskupem teozofów? Tak też zaczął rozmowę z Bargiełowskim prezydent RP na Uchodźstwie, Kazimierz Sabbat, podobnie premier, prof. Edward Szczepanik oraz ówczesny minister do spraw kraju, a następnie ostatni prezydent II Rzeczypospolitej, Ryszard Kaczorowski. Od kilku lat dyrekcja wawelskiego muzeum ograniczyła dostęp do miejsca, gdzie znajduje się domniemany czakram. Nie prowadzi się również żadnych badań, które pozwoliłby na ustalenie, czy rzeczywiście jest tam jakieś promieniowanie, jakieś fluidy, jakaś moc, w którą wierzył nie tylko generał.

Janusz Młynarski

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Guest
Gość
useravatar
Offline
Nie posiadasz uprawnień do zamieszczenia tu postu

Re: Czakry, kundalini, prana

Bardzo ciekawy temat, ostatnio już się gdzieś z nim spotkałam i zastanawiam się czy macie więcej informacji na ten temat? Samo oczyszczanie jest dla mnie znanym tematem, jednak chciałabym się dowiedzieć więcej i zebrać jakieś dodatkowe informacje.

anniczka
Obserwator
ranks
useravatar
Offline
6 Posty
Informacja o użytkowniku w postach
Nie posiadasz uprawnień do zamieszczenia tu postu

Re: Czakry, kundalini, prana

anniczka napisał:

chciałabym się dowiedzieć więcej i zebrać jakieś dodatkowe informacje.

A co konkrenie? Temat jest nawet nie jak morze, ale jak ocean rozgległy.

Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą

William "Bill" Cooper

N_one
Główny Bajkopisarz
ranks
useravatar
Zalogowani
1359 Posty
Informacja o użytkowniku w postach
Nie posiadasz uprawnień do zamieszczenia tu postu

Informacje forum

Statystyki:
 
Ilość wątków:
245
Ilość sond:
5
Ilość postów:
1911
Forum jest nieaktywne:
Użytkownicy:
 
Zarejestrowani:
102
Najnowszy:
yromifir
Zalogowani:
1
Goście:
52

Zalogowani: 
N_one

Legenda Forum:

 wątek
 Nowy
 Zamknięty
 Przyklejony
 Aktywny
 Nowy/Aktywny
 Nowy/Zamknięty
 Nowy przyklejony
 Zamknięty/Aktywny
 Aktywny/Przyklejony
 Przyklejony / Zamknięty
 Przyklejony/Aktywny/Zamknięty